O kondycji sceny w Polsce

20 12 2011

Miała być druga część o tym jak zorganizować trasę, jednak właśnie wypłynęła informacja, że cykliczne imprezy w Planie B się kończą wraz z tym rokiem. Dlatego kilka spostrzeżeń i wniosków z rozmów z wieloma ludźmi na naszej pięknej scenie. Jednak na początek chciałbym żebyście wypełnili ankietę dotyczącą pracy dja: Kliknij aby wypełnić. To tak na prawdę zajmuje 1, max 2 minuty, a bardzo mi pomoże w pisaniu tak tego bloga, jak pewnego artykułu. Czytaj resztę wpisu »





Trasa King Horror część II

13 12 2011

Jeśli nie czytaliście części pierwszej to kliknijcie tu: Trasa King Horror część I

Czwartek – Nysa

Po lewej mamy Lucyfera we własnej osobie, więc oznacza, że jesteśmy już w Nysie. Oczywiście po masakrującej mózg podróży przez pół Polski. Tę imprezę zapamiętam na bardzo długo z dwóch względów.

Po pierwsze – nie było ludzi. Nysa jakby obraziła się na nas i przyjęła naszą ekipę w okrojonym składzie liczącym może z 15 osób. Grubą ekipę, ponieważ akurat grał z nami Wojna (zwany również szatanem ;) ).

Po drugie – Cai nie pije prawie w ogóle alkoholu, a Korby nie za dużo. Jednak jeśli chodzi o tę imprezę to na nią, kupiłem im wspomnianą w poprzednim wątku Henessy.

No i się zaczęło. Wojna jak wiadomo koneserem wiśniówki jest, więc bez dwóch kolejnych flaszek się nie obyło. No, a że chłopaki nieprzyzwyczajeni do Polskiego trybu picia to było wesoło. Cai poznał miłą dziewczynę i na dużą część nocy (już po imprezie – w końcu skończyła się wcześnie) zniknął nam z widnokręgu podczas wsiadania do taksówki. Wrócił nad ranem ;) Czytaj resztę wpisu »





Trasa King Horror część I

13 12 2011

Tym razem krótka relacja z trasy King Horror w Polsce. Część I oczywiście, natomiast bez strachu, II część już mam napisaną i wrzucę ją może jeszcze dzisiaj jak będę miał wolną chwilę, a jak nie to na 100% jutro.
Będzie kilka anegdotek, a część druga „Jak zorganizować trasę”, jeszcze w tym tygodniu.

Zacznijmy od momentu rozpoczęcia organizacji całego przedsięwzięcia. Zaczęło się od tego, że gdy pojechałem do Barcelony i spotkałem ekipę KH stwierdziłem, że fajnie byłoby ich przedstawić naszej publice. Generalnie nic za bardzo o nich nie wiedziałem, oprócz tego, że grają naprawdę grube bashmenty. Dogadaliśmy się na stawkę i wróciłem do naszego pięknego kraju.

Od powrotu pod koniec września, walczyłem o to, żeby mieć ich tu 2 tygodnie (dzięki czemu udałoby się ogarnąć 5-7 imprez), niestety odpadła opcja, dlatego, że mieli zabookowany na listopad już Berlin, a tylko dostałem informację, że mogą być tydzień, max 1,5. Na szczęście jeszcze są ludzie, którzy w tym kraju potrafią zaryzykować i zrobić imprezę, nie mając pewności, że się ona zwróci.
Trochę żałuję, że nie udało się ogarnąć nic w Krakowie, Poznaniu i Lublinie, no ale i tak wszystko na szczęście wyszło dobrze.

Pominę trochę kwestie samej organizacji tego z mojej strony, ponieważ jak to się robi opisałem w poprzednim poście. Napiszę tylko tyle, że trzeba być cały czas w kontakcie z promotorami z całej Polski, nawet tymi, którzy się nie zdeklarowali, że zrobią imprezę. Co do terminów, to wszystko było dokładnie zaplanowane, z tego powodu, że musiałem mieć pewność, że przynajmniej jedna impreza frekwencyjnie wyjdzie bardzo dobrze. Chodzi mi oczywiście o imprezę we Wrocławiu, ponieważ we wszystkich miastach, w których byliśmy, ogarniali to lokalni promotorzy, a cały Wrocław organizowałem ja, więc musiałem dobrać odpowiedni termin. W tym przypadku było to dzień przed festiwalem One Love – wiadomo, do Wrocławia wtedy zjeżdża się bardzo dużo ludzi sprofilowanych już na muzykę jamajską.
Przy tej okazji powtórzę jeszcze raz, jeśli chodzi o organizację imprezy to pierwszą rzeczą, o której należy myśleć to: Termin, termin, termin i jeszcze raz termin.
W każdym razie wracając do tematu poszczególne etapy naszej podróży to były:

Cieszyn (impreza) -> Wrocław (2 days off) -> Warszawa (day off + impreza) -> Nysa (impreza) -> Wrocław (impreza + One Love + day off) Czytaj resztę wpisu »





Jak zorganizować trasę część 1

1 12 2011

Ekipa już pojechała, więc mogę spokojnie napisać dłuższą notatkę. Pisałem wcześniej, że chciałbym pokazać jak organizacja i granie imprez wygląda od tyłu. W związku z tym, ten wpis będzie traktował o tym jak zorganizować trasę jakiegoś artysty. Dla wygody i zostawienia sobie odrobiny wolnego czasu, podzielę go na części (nie wiem jeszcze czy się zmieszczę w dwóch). Następny wpis będzie zawierać parę słów ogólnie o trasie naszej z King Horror. A po lewej macie moją wredną mordę z Mandali :P

Wiem, że zacząłem trochę od dupy strony, bo najpierw powinien być wpis o organizacji jednej imprezy, a dopiero później o całej trasie. Nic to, nadrobimy ;)

No a teraz o organizacji. Jak zapewne wszyscy się domyślacie, nie jest to tylko taka rzecz, że dzwonimy, mówimy przyjeżdżajcie, oni przyjeżdżają, gramy imprezy i wszystko siup pięknie.

Akurat jeśli chodzi o King Horror, to ja byłem w tej komfortowej sytuacji, że poznałem ich wcześniej i spotkaliśmy się w Barcelonie. W związku z tym, nie musieliśmy wszystkiego załatwiać przez internet. Zazwyczaj jednak jest tak, że jeśli ściągamy kogoś pierwszy raz do Polski to wcześniej go na oczy nie widzieliśmy, a też nie wiemy jakim jest człowiekiem, czy się z nim dogadamy itp. Czytaj resztę wpisu »





O organizacji imprez nadal…

21 11 2011

Dziś będzie mało tekstu bo nie mam za bardzo czasu w tym tygodniu, ale obiecuję się poprawić.

Nie jest tajemnicą, że ściągnąłem do Polski King Horror, ekipę z Hiszpanii, na kilka imprez. Nikt tak na prawdę mi nie wierzył, że to się uda i zwróci. Ogólnie, z tym czy się zwróci to zobaczymy, natomiast udać się udało. Impulsem do dodania tego wpisu była jedna rzecz, która mnie naprawdę mocno wkurwiła.

Jeśli nie czytaliście poprzedniego wpisu to proponuję zapoznać się z nim zanim rozpoczniecie dalszą lekturę tego, ze względu na to, że jest to jakby z życia wzięty przykład, jak nie powinno się organizować imprez.
Od września trąbię naokoło, wszem i wobec, że ściągam ekipę z Barcelony i 25.11 będzie na pewno biba z nimi we Wrocławiu. Ogarnięcie akurat tej imprezy było bardzo czaso i kosztochłonne (nawet nie wiem czy jest takie słowo :P). W związku z tym potrzeba jakieś minimum 250 osób, żeby wyjść w ogóle na zero. Jest 5 dni przed imprezą i nagle mi pajac jeden z drugim wyskakuje, że oni w ten sam dzień robią sobie Krakowskiego we Wrocławiu… I to nie, że do mnie czy do kogokolwiek kto jest w jakiś sposób związany z oficjalnym beforem one love, tylko zaprasza mnie typ na wydarzenie na facebooku. Zdaję sobie sprawę, że akurat ta impreza nie obniży mi za bardzo frekwencji (może 20 osób w jedną czy w drugą) ale jednak to jest na prawdę jakaś paranoja! Powtarzam jeszcze raz:

ZASADA JEST PROSTA: JEŚLI WIESZ ŻE KTOŚ ROBI JAKĄŚ IMPREZĘ W TYM SAMYM STYLU W TEN DZIEŃ TO WYMYŚL SOBIE INNĄ DATĘ! JEŚLI NIE WIESZ CO SIĘ DZIEJE NA MIEŚCIE, TO KURWA ZAPYTAJ!
Ludzie uczcie się rozmawiać. No chyba że jest to bardzo uwłaczające zapytać: „nie robisz przypadkiem jakiejś grubszej imprezy w tym terminie?” To najlepiej nie pchaj się w ogóle w organizację regowych imprez tylko idź na rapy, tam jest na tyle duża scena, że jedna impreza w tą czy w tą, nie rzutuje jakoś specjalnie.

No już wyżyłem się na klawiaturze i mogę napisać o czymś przyjemniejszym. Na przykład o tym, że Cieszyn to piękne miasto ale frekwencja to tak marnie (koło 100 osób), natomiast cieszę się, że pojechaliśmy do Cieszyna bo kupiłem sobie śliwowicę w Czechach. Jutro uderzamy na Warszawę. Mam nadzieję,  że w Mandali frekwencja będzie większa. Czwartek gramy w Nysie no i oczywiście w piątek Wrocław:

No i jeśli chodzi o same imprezy to King Horror na prawdę na kozaku. Widać, że poważnie chłopaki podchodzą do grania. W Cieszynie ludzie za bardzo nie reagowali, więc Cai nawet nie szykował dubplates i zagrał ich tylko kilka ale jak mi puszczał jak byliśmy jeszcze w domu, to ja już chyba wiem kto wygra clash w lutym ;)

Miało nie być reklamowania wydarzeń ale to jest jakby moja osobista inicjatywa i dlatego bardzo mi zależy żeby wyszło jak najlepiej, więc zapraszam.

Wszystkich z Warszawy zapraszam tutaj: http://www.facebook.com/event.php?eid=220580391343782

Całą Nysę poproszę tu: http://www.facebook.com/event.php?eid=241895389203112

A wszystkich tych, którzy przyjeżdżają na One Love Sound Fest dzień wcześniej to zaproszę do Wrocławia: http://www.facebook.com/event.php?eid=177463502347063

Dziś będą dwa kawałki, żebyście mogli sobie posłuchać jak mnie nie będzie.

Pierwszy, bo jest zajebistym baszmentowym trakiem

Drugi, dlatego że ktoś go zagrał w sobotę na imprezie i mój mózg uznał, że od rana włączy mi w niedzielę tego tracka w głowie i będzie grał cały dzień.

Generalnie to teraz pokażę wam w jakim przypadku można napisać to, do czego się przyjebałem w pierwszym wpisie.

Wielkie Bigupy dla Raspolla za zajebistą moderację i mistrzowskie syreny do mikrofonu (mam nadzieję, że w piątek też zrobisz chociaż jedną, bo Cai powiedział, że musi nagrać na telefonie twoją syrenę) i Bezdomnego + Pauliny za przenocowanie w bezdomnym domu ;)
I TAK SIĘ KURWA BIGAPUJE. Big Up nie znaczy do widzenia!





O płatnym wstępie na imprezy i dogadywaniu się

8 11 2011

Natrafiłem ostatnio na stronę: Popieram płatny wstęp na imprezy w Krakowie i się tak zastanawiałem ogólnie nad tematem. Nie rozumiem pierdolenia o tym jak to strasznie jest, że trzeba 5/10 zł wydać na wstęp do klubu na przykład w czwartek („przecież to jedno albo prawie dwa piwa!”).

Pierwszą kwestią może będzie to, że nie wiem czy tacy bywalcy imprez (najczęściej studenci) zdają sobie sprawę z tego że zabawa w dja nie jest takim hop siup i już jestem djem, zgarniam kasę, mam fejm. Tak każdy, powtarzam KAŻDY dj/selektor bierze za imprezę pieniądze. Jedni biorą mniej, inni więcej (zależy to w głównej mierze od hypu jaki na daną osobę jest w tym momencie). Zaraz podniesie się krzyk, że za dużo biorą skoro chcą od was wyrwać wasze cenne pieniążki, które i tak zapłacicie za browar w tym klubie (chyba nie znam nikogo kto przychodzi do knajpy i nic cały wieczór nic nie pije). Jasne, chcesz dać w dynię mocniej to wychodzisz z lokalu pijesz wódkę na ławce czy gdziekolwiek i wracasz do klubu skoro nie masz kasy żeby kupić za 6-7 dych butelkę w klubie. Jednak trochę szacunku dla ludzi, którzy poświęcają czas i pieniądze, żebyście wy się mogli bawić.

Dlaczego czas? Z tego względu, że trzeba poświęcić dużo czasu żeby być na bieżąco z tym co wychodzi nowego. Przeglądać sklepy z płytami lub mp3 z tymi starszymi jak i nowszymi trackami/albumami. Mieć wiedzę dotyczącą gatunku/gatunków muzyki, w których się obracamy. W przypadku regepochodnych dodatkowo dochodzi nauczenie się choćby podstaw Patois czyli języka jamajskiego, żeby wiedzieć o czym jest dany numer i go móc odpowiednio zapowiedzieć. No i oczywiście ćwiczenie, pół biedy jak ktoś gra raz na tydzień, ma tę praktykę. Jak ktoś gra raz na miesiąc, musi ćwiczyć w domu. Pamiętajmy, że większość nie gra kilka miesięcy ale od kilku do kilkunastu lat!

Dlaczego pieniądze? Czy ktoś z tych malkontentów wchodził kiedyś na jakikolwiek sklep internetowy z płytami lub sprzętem djskim? Podstawowy zestaw na którym można zagrać sprawnie imprezę cenowo jest zależny od tego z czego gramy. Jeśli są to płyty CD to mniej więcej trzeba na sam sprzęt (nie licząc muzyki) wydać około 3 – 5 tysięcy. Jeśli gramy z Serato, w tym przypadku jest to o wiele wygodniejsze, jednak swoją cenę ma. Gramofony + Mikser (jeśli Rane to z wbudowanym Serato) + Serato z płytami i kodem cyfrowym + laptop = od 5 do 10 tysięcy. Jeśli gramy z winyli, wychodzi to w miarę cenowo tak jak cd – 3-5 tysięcy. Jednak jeśli chodzi o winyl to w tym przypadku wchodzi również kwestia płyt (7″ od 12 pln za sztukę, 12″ od 30 pln za sztukę), gdzie żeby zebrać kolekcję taką z której można mieć jako taki wybór przy graniu imprezy trzeba mieć 200-300 płyt co daje nam przy 7″ (najtańszych, nie mówię o tych, które są większymi hitami lub tzw „białymi krukami”) około 3,5 tysiąca. W sumie daje to nam na start około 8 tysięcy i to jest takie minimum.

Podsumowując jeśli ktoś mi powie, że dj sobie za dużo życzy bo klub nie jest w stanie opłacić go ze sprzedanego alkoholu to niech się pierdolnie porządnie w głowę i idzie na disko bandżo na Oławską. Krótko mówiąc „Go Hard Or Go Home!” (Do posłuchania na końcu wpisu)

Ostatnio rozmawiałem na ten temat ze Szczepanem ze Splendid, jak graliśmy w Planie B. Zaprosił Sound z Austrii, a większość ludzi się odbiła od bramki bo „10zł no co ty w czwartek zwariowałeś?”. Stwierdziliśmy, że chyba w tym mieście trzeba po prostu robić imprezy bez żadnych gości i urozmaicenia bo nikt tego po prostu nie docenia. Jeśli uczestnicy imprez chcą żeby można było zapraszać grubsze gwiazdy, muszą też dać coś od siebie. Nikt nie zrobi poważniejszego bookingu w ciemno, z prostego powodu – my nie chcemy do tego dopłacać, nie jesteśmy agencjami, które mogą sobie pozwolić na 3-4 wtopy finansowe, żeby na jednej imprezie się odbić.

Ostatnio w rozmowie na ten temat ktoś zarzucił mi, że jestem w tym przypadku hipokrytą, bo mówię żeby robić wstęp, a sam wchodzę u tego i u tego na imprezy za darmo. Chciałbym na to odpowiedzieć: „Gówno wiesz, więc nie pierdol” ale tego nie zrobiłem. Natomiast mam jeden mesydż dla wszystkich, którym się nie podoba, że ktoś ma wejściówkę, a inni muszą za nią płacić. Jak będziesz organizował imprezy to TY będziesz decydował kogo wpuścisz za darmo a komu każesz płacić.

Wydaje mi się, że skoro ja robię imprezę i daję wejściówkę komuś to ten ktoś jak robi imprezy się rewanżuje i to jest normalne. Tym bardziej, że jak kogoś znajomego poproszę o zagranie imprezy/seta za połowę albo nawet 1/3 stawki i się zgodzi bo zna realia/warunki na jakich się dana impreza odbywa, to jak najbardziej jest wskazane żeby w jakiś sposób temu ktosiowi się zrewanżować za tą obniżoną gażę prawda?

Jak już jesteśmy przy takich koleżeńskich tematach to gdzieś mi się obiło o oczy że jakiś selektor marudził jak to trudno u niego w mieście z imprezami bo jak on ogarnia jakiś booking wstępnie. to tydzień później dowiaduje się, że ktoś inny zabookował tą osobę na ten dzień i wszystko dogadane. Inny mówi, że selektorzy robią burdel bo organizują imprezy w każdy możliwy dzień nie patrząc na to co się dzieje w mieście. Nie wiem… co wy nie potraficie rozmawiać? Ja zdaję sobie sprawę, że wiele jest przypadków, że wszyscy na zewnątrz są bobami marlejami i one love krzewią, a w środku zżera zawiść albo chęć wykolegowania kogoś, bądź ewentualnie „ja zarobię hajs a ty nie”, no ale szanujmy się. Rozumiem wkurwienie Marka z Dreadsquadu jak ktoś sobie zrobił nazwę imprezy identyczną jak cykl imprez, które on organizuje od wielu lat. Dlatego proponuję zorientować się, wypytać co się w danym czasie dzieje w mieście, żeby nie było baboli. Od kiedy ogarniam jakiekolwiek imprezy staram się albo być na bieżąco z planami innych ekip, a jak nie orientuję się, to piszę wiadomość na facebooku przykładowo do Zabawki, czy przypadkiem nie ogarniają czegoś regowego na dany termin bo chcę zrobić bibę. Po pierwsze wyklucza to późniejsze problemy z tym, że nie będzie wystarczająco dużo publiki na żadnej z imprez ale też jest bardziej ludzkie, a oni też już mają informację, że w tym terminie coś się dzieje. Rozumiem, że nie każdy każdego musi lubić ale spójrzmy prawdzie w oczy. Ta scena jest taka mała, że nie ma miejsca na niej na takie sztrypsy bo sami ją zniszczymy od środka bezmyślnością. Nie chodzi mi też tutaj o klepanie się po pupkach i mówienie sobie jacy to jesteśmy fajni ale o zwykłe zasady współpracy.

Dziwny mi ten wpis wyszedł, pisałem to na raty i jak tak przeczytałem od początku to już mi się nie podoba, najchętniej bym go wyjebał ale może spowodować fajną dyskusję. W związku z tym zapraszam!

Cześć i czołem.

No i jeszcze jedno, miało być go hard or go home czyli techno-dancehall w wykonani RDX:





Skrzyżowania

7 11 2011

Miało być o płatnym wstępie na imprezy. Niestety teraz jadąc do biura szlag mnie trafił na pewnym skrzyżowaniu i muszę dać temu upust.

NO KURWA! JAK WIDZISZ, ŻE PO DRUGIEJ STRONIE SKRZYŻOWANIA NIE MA DLA CIEBIE MIEJSCA TO NIE PRZEJEŻDŻASZ PRZEZ NIE! To takie trudne? W tym przypadku chodzi mi o skrzyżowanie Gajowicka/Hallera. Pół biedy jak baranem okaże się gościu w osobówce. Gorzej jak stanie taki chuj w ciężarówce albo cysternie i blokuje oba pasy (albo trzy i ci z przeciwka też nie mają jak przejechać).

Jak już jestem przy skrzyżowaniach to chciałbym dorzucić do rzeczy, które mnie wkurwiają, jedną kwestię. Chłopcy myjący szyby. Raz tylko trafiłem na normalnych. Reszta to jakieś ograniczone umysłowo istoty. Mówisz im raz, że nie, a ci dalej swoje i leją tym syfem po szybie „już kończę”… Nigdy nie zapłaciłem, bo to jest wyłudzanie. Raz zdarzyło mi się prawie jednego pobić na światłach na Grunwaldzie. Jednak znalazłem na nich sposób. W momencie gdy widzę, że są na skrzyżowaniu ale jeszcze mnie nie namierzyli, przełączam muzykę. Najlepiej działa Major Lazer z Vybz Kartelem – Pon De Floor z głośnością wybijającą bębenki w uszach. Jak to słyszą to nawet nie podchodzą – boją się wariatów.

Skoro dotarłem już do jeżdżenia z muzyką to tak się zastanawiam jak działa na ludzi dancehall, który leci głośno w aucie (jak działa techno/rap to już wiem po sobie – spogląda się z politowaniem). Osobiście lubię głośno słuchać muzyki (oczywiście bez przesady) w samochodzie, z bardzo prostego powodu – jest to najlepsze akustycznie miejsce. Zawsze jak jadę po mieście i słyszę jakieś rege z auta to mi się japa cieszy ale podejrzewam, że taki statystyczny Kowalski (bez urazy dla Michała oczywiście ;) ) się wykrzywia bo to dziwne, inne dźwięki a nie jebanina z radia eska.

Do słuchania w aucie głośno dziś polecamy (szczególnie zwrotki bo refren zafałszowany ;) ):








Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.